Polska na arenie międzynarodowej musi mówić spójnym głosem. Seminarium Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego - Informacje24

Przejdź do treści

Polska na arenie międzynarodowej musi mówić spójnym głosem. Seminarium Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego

Organizacje międzynarodowe zmagają się z kryzysem wiarygodności. Dobitnie dała temu wyraz ostatnia wypowiedź Prezydenta Stanów Zjednoczonych, który podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ zapytał wprost o dalszy sens istnienia tej organizacji
w  jej obecnej formie. Podobne pytania o reformę instytucji międzynarodowych padają również w stosunku do innych organizacji, takich jak Unia Europejska, Światowa Organizacja Handlu (WTO) czy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Echa tych dyskusji wybrzmiały również podczas ostatniego seminarium Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego (UW), dotyczącego kryzysu organizacji międzynarodowych. Wiele uwagi poświęcono w nim polskiej dyplomacji. Zdaniem ekspertów ta również wymaga pilnej reformy:

– Żyjemy w dobie turbulencji geopolitycznych i kryzysu wielkich organizacji międzynarodowych. W takich warunkach Polska dyplomacja nie może pozwolić sobie na luksus milczenia. Brakuje nam w szczególności spójnego, ponadresortowego stanowiska, które integrowałoby kluczowe dzisiaj dla Polski tematy, takie jak bezpieczeństwo, gospodarka, ekologia czy zdrowie. Tu nie mamy podejścia całościowego, odzwierciedlającego polską raison d’état. To nie jest dobry sygnał i nie świadczy to dobrze o  sile naszej dyplomacji podkreśla dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego (UW), dr hab. Kamil Zajączkowski. 

Obecny podczas Seminarium Wiceminister Obrony Narodowej Cezary Tomczyk zaznaczył, jak ważne jest sprawne działanie w dynamicznie zmieniającym się świecie: – Sytuacja, która dzieje się na Ukrainie pokazała, że w przypadku zagrożenia przede wszystkim trzeba działać szybko, trzeba działać sprawnie. I dzisiaj wszystkie instytucje państwa, nie tylko w Polsce, ale też na świecie, próbują. W dość krótkim czasie przewartościować się z takiego biurokratycznego molocha na sprawność i na takie podejście wspólne. I to jest oczywiście wyzwanie. Wszyscy to robimy. Deregulacja, zmiany w prawie, zmiany procedur, uproszczenie podejścia. To jest dzisiaj wyzwanie, przed którym stoimy, ale jesteśmy już w tym procesie i wiele rzeczy udało się zrobić.

Choć Polska jest 20. gospodarką świata, to w międzynarodowych rankingach siły dyplomacji wypadamy poniżej oczekiwań. W ostatnim zestawieniu Global Soft Power Index 2025 Polska awansowała o jedną pozycję w porównaniu z ubiegłorocznym zestawieniem  (z 33. na 32. miejsce), ale stało się tak za sprawą spadku Izraela, z którym zamieniliśmy się miejscami. Liderami tego zestawienia są Stany Zjednoczone, Chiny oraz Wielka Brytania. Wspólnym mianownikiem państw-liderów jest ponadresortowa strategia dyplomatyczna, określana jako Whole of Government Approach (WoGA). To podejście polegające na integracji interesów różnych ministerstw, np. finansów, zdrowia, rolnictwa czy rozwoju, które wspólnie uzgadniają i wypracowują ponad resortowe, całościowe i spójne stanowisko dyplomatyczne rządu.  

Eksperci biorący udział w seminarium Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego zwracają uwagę na konieczność budowania ponad resortowych strategii i spójnego stanowiska rządu, czyli wdrażania podejścia WoGA.

Polska dyplomacja na forach międzynarodowych albo odzywa się rzadko, albo przypomina niestety niezestrojony chór. Wyjątkowe są sytuacje, w których udaje nam się przedstawiać jedno, wspólne stanowisko. Chlubnym wyjątkiem jest tu ostatnie Zgromadzenie Ogólne ONZ i spójny przekaz Prezydenta RP oraz Ministra Spraw Zagranicznych. Niestety, na co dzień nasza dyplomacja mówi zazwyczaj głosem jednego resortu, reprezentującego wycinek całości interesów naszego państwa. Polska, aby być słyszalna i aby realizować interesy całego państwa, musi nauczyć się mówić jednym głosem: od polityki zagranicznej po gospodarkę i sprawy społeczne – podkreślał dr hab. Kamil Zajączkowski.

Eksperci zajmujący się polityką międzynarodową i rolą nowych graczy na arenie międzynarodowej podkreślali podczas seminarium Centrum Europejskiego UW rolę rosnącego zaangażowania w organizacjach międzynarodowych. 

Musimy zrozumieć, że wiele państw traktuje dziś dyplomację jako grę o sumie zerowej. Albo jest się zwycięzcą, albo przegranym, tertium non datur. Chiny i Indie od lat prowadzą konsekwentną taką grę. I to z nimi teraz konkurujemy. Te państwa traktują organizacje międzynarodowe jako instrument swoich polityk, jako ich przedłużenie. Potrafią zabezpieczyć swoje interesy na każdym froncie, patrzą holistycznie. Tymczasem u nas stanowiska na gremia międzynarodowe ustalane są często w urzędniczym chaosie, bez właściwej koordynacji między resortami wskazywał prof. dr hab. Bogdan Góralczyk, sinolog i były dyplomata.

Dr Bruno Surdel przywołał przykład Światowej Organizacji Zdrowia, w której kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone oddały wpływy na rzecz koalicji państw Afryki i Azji, zbudowanej przez Chiny. 

Brak wspólnej linii zawsze prowadzi do oddania pola innym graczom. Trzeba powiedzieć sobie uczciwie, że nawet WHO, czyli Światowa Organizacja Zdrowia, nie jest jakąś filantropijną organizacją, lecz miejscem wyjątkowo podatnym na polityczne czy biznesowe wpływy oraz narzędziem międzynarodowego nacisku. WHO wspierają filantropii-multimiliarderzy. WHO od lat realizuje też interesy sponsorów m.in. z branży farmaceutycznej i patronów politycznych, w tym z Chin i Rosji. Polityka zdrowotna tych państw jest przecież sprzeczna z dobrze rozumianym interesem Polski i Unii Europejskiej. Szczególnie boleśnie było to widoczne w czasie pandemii COVID-19, kiedy WHO zignorowała ostrzeżenia Tajwanu dot. rosnącej liczby zakażeń w Wuhan, wycinając z dyskusji przedstawiciela Taipei. Dlaczego? Ponieważ WHO nie uznaje Tajwanu za państwo. A dlaczego? Ponieważ Chiny, które w WHO bardzo chcą zająć puste krzesło po Stanach Zjednoczonych, też nie uznają państwowości Tajwanu podkreślał dr Bruno Surdel.

W panelu politycznym dyskusja dotyczyła przede wszystkim decyzji, które zapadają w Brukseli, a następnie stają się częścią polskiego porządku prawnego:

Zdecydowanie za mało mówimy o czujności w dyplomacji. W Unii Europejskiej zwyciężają ci, którzy są czujni, przygotowani, konsekwentni i którzy potrafią umiejętnie wykorzystać lewary swoich państw do osiągania własnych celów. A naszej dyplomacji zdarzało się dawniej „zaspać” – nie usiąść przy stole albo nie zabrać głosu. Wybór jest trudny, ale znacznie trudniej żyć z wyborami, które podjęli za nas inni skwitował europoseł Adam JarubasPolska nie może wysyłać sprzecznych sygnałów, bo to podważa zaufanie i ogranicza potencjalne partnerstwa. Potrzebujemy wspólnych inicjatyw i jednego stanowiska na fora instytucji, zarówno w Unii Europejskiej, jak i ogólnie na forum organizacji międzynarodowych – dodał Jarubas.  

Wnioski z debaty wpisują się w szerszą refleksję o roli Polski na arenie międzynarodowej. Doświadczenia z ubiegłych lat pokazują, że zbyt często politycy wybierają bierność, pozwalając urzędnikom przejąć inicjatywę w kształtowaniu stanowiska Polski na arenie międzynarodowej. Efektem są regulacje i polityki międzynarodowe pisane pod dyktando międzynarodowych graczy spoza UE, takich jak Indie czy Chiny, oddziałujące na niekorzyść Polski i Europy. Przezwyciężenie obecnego paraliżu będzie możliwe tylko wtedy, gdy państwo przejdzie od rozproszonych działań poszczególnych resortów – do całościowych, kompleksowych strategii wypracowywanych w ramach współdziałania całego rządu.

Kiedy Polska milczy, inni piszą scenariusz. W organizacjach międzynarodowych milczenie to brak wpływu. Państwo, które chce współkształtować globalny porządek, nie może sobie na to pozwolić. A my wszyscy tutaj chcemy przecież widzieć w Polsce aktywnego gracza – podsumował Wojciech Szeląg, dziennikarz TVP i prowadzący debatę.