Warszawski ratusz już po raz piąty zignorował postanowienie Samorządowego Kolegium Odwoławczego i odmówił wydania zaświadczeń o samodzielności dla części lokali hotelowych. Przez decyzje urzędników mieszkańcy Bliskiej Woli do dziś nie mogą być formalnymi właścicielami i borykają się z problemami finansowo-skarbowymi. Postawa ratusza może kosztować miliony złotych odszkodowań, o które poszkodowani wystąpią do miasta – donosi dziennikprawny.pl
Deweloper J.W. Construction, który wybudował osiedle na warszawskiej Woli podkreśla, że inwestycja została zrealizowana zgodnie z uzyskanym pozwoleniem na budowę, a obiekt został dopuszczony do użytkowania zgodnie z obowiązującymi przepisami. W odniesieniu do części hotelowej budynku spółka nie ubiega się o zaświadczenia potwierdzające samodzielność lokali mieszkalnych, lecz zgodnie z rzeczywistą funkcją tych lokali – o zaświadczenia dla lokali niemieszkalnych. Zawarcie umów z nabywcami również odbyło się w tym reżimie – każdy z lokali został sprzedany jako lokal o charakterze niemieszkalnym.
Już w zeszłym roku Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł, że lokale hotelowe mogą być uznane jako samodzielne, ponieważ ustawa o własności lokali na to pozwala, a żadna przesłanka tego nie zakazuje. Samorządowe Kolegium Odwoławcze w lipcu tego roku, już po raz piąty uznało, że ratusz nie może odmawiać wydania zaświadczeń na podstawie obaw o przyszłe użytkowanie nieruchomości. Pomimo to, stołeczni urzędnicy lekceważą te orzeczenia.
Nabywcy mieszkań, mimo że zapłacili pełną cenę za lokale, pozostają bez prawa własności. Brak zaświadczeń o samodzielności skutecznie blokuje przeniesienie własności, uniemożliwia ustanowienie hipoteki i pozbawia ich możliwości dalszego dysponowania lokalem. To realne zagrożenie dla bezpieczeństwa prawnego i finansowego tych osób, którzy dziś muszą płacić wyższe raty kredytów, koszty aneksu i dodatkowe ubezpiczenia. Co więcej, ze względu na długotrwałość postępowania są mieszkańcy osiedla, którzy mają problemy z urzędem skarbowym, który uznał zakup lokali bez dostarczenia aktów własności za bezprawne wzbogacenie.
Jak podaje dziennikprawny.pl, według analizy oferty banków, roczne koszty tzw. ubezpieczenia pomostowego – naliczanego do czasu ustanowienia hipoteki – wynoszą od 1 do 2,5% kwoty kredytu. Przy kredycie hipotecznym w wysokości 500 tys. zł oznacza to średni dodatkowy koszt ok. 8 000 zł rocznie. W przypadku osób, które czekają już trzeci rok na wydanie aktów notarialnych, suma ta sięga 24 000 zł na gospodarstwo domowe. Jeżeli tylko 40% spośród 1 500 nabywców lokali (czyli ok. 600 osób) finansowało zakup kredytem, łączna kwota poniesionych strat może sięgać 14 milionów złotych. To realne i wymierne straty, za które w przyszłości może odpowiadać miasto – jako potencjalny adresat roszczeń odszkodowawczych ze środków publicznych, czyli z pieniędzy podatników.
24 lipca Samorządowe Kolegium Odwoławcze po raz piąty wydało postanowienie, w którym zaznacza, że miasto nie ma powodów, aby nie wydać zaświadczeń o samodzielności lokali. Na wniosek spółki J.W. Construction do postępowania administracyjnego włączył się również prokurator. Udział ten jest dopuszczalny w przypadkach, gdy wymaga tego ochrona praworządności lub ważny interes społeczny.
Sprawa Bliskiej Woli nie jest już jedynie lokalnym sporem o charakter prawny inwestycji – staje się symbolem znacznie poważniejszego problemu: konfliktu między obowiązującym prawem a praktyką jego stosowania przez administrację publiczną.
Dziś nie tylko deweloper, ale przede wszystkim mieszkańcy – ludzie, którzy zainwestowali dorobek życia w swoje przyszłe mieszkania – stają się ofiarami sporów interpretacyjnych prowadzonych przez urzędników. Mimo prawomocnych wyroków sądów i formalnych podstaw do wydania decyzji, lokalne władze wstrzymują działania, powołując się na „własną interpretację przepisów”.
Takie podejście rodzi poważne pytania. Czy samorząd ma prawo ignorować obowiązujące orzeczenia sądów? Czy może samodzielnie decydować, które przepisy stosuje, a które nie – wtedy, gdy nie pasują do jego stanowiska? Czy mieszkańcy, którzy działali w zaufaniu do państwa i procedur administracyjnych, muszą ponosić koszty tej urzędniczej wojny?
Dla kilkunastu setek osób te pytania nie są teoretyczne – to konkretne koszty: nieprzeniesione akty własności, brak możliwości ustanowienia hipoteki, dziesiątki tysięcy złotych opłat pomostowych.
W tle pozostaje jeszcze jeden, niepokojący wątek: czy to jeszcze spór o przepisy, czy może już osobisty konflikt między urzędnikami a inwestorem, w który wciągnięci zostali mieszkańcy? Bo jeśli decyzje władzy lokalnej są motywowane emocjami, uprzedzeniami czy polityką, a nie literą prawa – to mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem.
